Chociaż bieganie nie jest już moją główną dyscypliną i tylko sporadycznie wracam do niego na krótkich dystansach, by podnieść swoją wydolność, za mną wiele kilometrów – po asfaltach i polnych drogach, w upale, deszczu i błocie. Każdy z nich czegoś mnie nauczył.

Przebiegłem niezliczone piątki, dyszki i półmaratony, o czym świadczy pełne pudło pamiątkowych medali. Dziś, gdy je przeglądam, każdy z nich przypomina o konkretnym starcie, pogodzie i ludziach, z którymi stałem na linii mety.

Na koncie mam także kilka maratonów, które złożyły się między innymi na Koronę Maratonów Polskich, oraz ultramaratony – w tym TUT i Janosik. Tam liczy się już nie tempo, lecz cierpliwość, głowa i upór, by dotrzeć do mety.